W świat z maluchem

Nie mam wyobraźni. Męczę i serca mi brak. Jestem złą matką.

Po cichu, pod nosem, ale tak żebym słyszała. Takie opinie i komentarze słyszę od niektórych znajomych, kiedy dowiadują się, że razem z czteromiesięczną córką wybieram się na wakacje samolotem. Mieszkając za granicą nie mam innej opcji, jeśli chciałabym odwiedzić rodzinę w Polsce. OK. Niby rozumieją. Później opowiadam, że maluch ma 7 miesięcy i czas na delikatne zwiedzanie. Pada na Teneryfę, Wyspę Kanaryjską, na której jest wręcz wymarzona pogoda dla dzieciaków (25 stopni). Znów widzę jak się łapią za głowę, mówią, że mi odbiło i dlaczego muszę akurat w tym roku gdzieś pojechać. Dłoń mimowolnie wędruje do ust: „Jezus Maria! 5,5 godziny w samolocie!!! Toż tego dorosły nie wytrzyma. Nie umiesz usiedzieć na miejscu?”.

Umiem 🙂. ALE, może wysłuchajcie moich argumentów, gdyż punkt widzenia, zależy od miejsca siedzenia. Poza tym każde moje działanie dotyczące dziecka jest przemyślane, a decyzja rozważnie podjęta na podstawie algorytmu z matczynej intuicji i wyników badań, niekoniecznie amerykańskich naukowców.

eb95cbde-cdd4-498d-8fff-a9264d3d34d7

Przechodząc do rzeczy:

1. Dzieci do 12 miesięcy są najbardziej podatne na zmianę otoczenia. Nauczone spać w wielu łóżeczkach nie mają problemu z zaśnięciem, chociażby w namiocie na przyszłych koloniach (bez płaczu i scysji). Przygotowana N. poradzi sobie w przedszkolu, do którego idzie w pełnym wymiarze godzin już za parę miesięcy.

2. Dodatkowo dzieci uwielbiają zmianę otoczenia. Nawet paromiesięczne szkraby umieją rozpoznać inny język (wymowa zgłosek), kolor skóry (kształtowanie tolerancji) i nastawienie ludności lokalnej (kochane nowe ciocie i wujkowie), co bardzo kształtuje ducha odkrywcy i uczy szacunku do świata na całe życie. Mit bezpieczeństwa w znanym miejscu jest już dawno udowodniony, albowiem chodzi o osoby otaczające maleństwo.

3. Należę do mam przezornie opiekuńczych, ale też pozwalam córce się samej przewrócić, aby wiedziała, że są granice, których przekroczenie skutkuje niepowodzeniem. Chcę jej pokazać, że na świecie są piękne rzeczy, ale także niebezpieczne i na pewno własny dom i ogródek to za mało na tego typu lekcje. Podróż jest do tego niezbędna.

4. Zabawa, czy to w domu, czy w samolocie, może być tak samo fajna. Wszystko zależy od nas, rodziców/opiekunów. Jeśli nie umiemy rozśmieszyć i zająć dziecka w salonie to znaczy, że przykładamy się za mało i w podróży będziemy mieć problem. Wtedy radzę poświecić dziecku więcej czasu na co dzień. Sam przelot nie jest trudny, trzeba się tylko trzymać odpowiednich zasad, jak picie wody lub ssanie smoczka na start i lądowanie, etc. (podobnych patentów jest kilka, chociażby odpowiedni dobór godzin lotu). Poza tym, dziecko nie jest uwiązane do fotelika samochodowego, nie krępujmy jego ruchów i nie  nadwyrężamy kręgosłupa, jak ma to miejsce w długiej podróży autem.

5. Kierunek, który wybrałam ma warunki klimatyczne lepsze niż jeszcze niedawno w Polsce. Jest umiarkowana temperatura, słonko za chmurką, ciepła woda w basenie, a przede wszystkim duża wilgotność, która dla skóry mojego bobaska jest jak balsam. Filtr przeciwsłoneczny 50tka daje radę!

6. Mieszkając w deszczowej Anglii, nie mamy okazji wystawić N. na działanie słoneczka i wchłonięcie niezbędnej witaminki D tak często jakbyśmy chcieli (i jakby potrzebowała). Tak więc przyjmowany do tej pory suplement został odstawiony na czas wakacji.

c2910c5e-71af-4e5a-9b14-d8284583969f

7. Jeśli ktoś się martwi o brak zbilansowanych pokarmów, to jest zupełnie w błędzie. Apartament przez nas wynajęty ma aneks kuchenny i sama mogę robić zupki z lokalnych warzyw i owoców. Nie testuję jedynie mięsa, gdyż dziecko spokojnie wytrzyma bez niego na okres wakacji. Chociaż przyznam, że malutka z radością poskubała trochę halibuta i koziego serka. Najbardziej mojej córci do gustu przypadły egzotyczne owoce, które smakowała na początku z lekką dozą nieufności, by za chwilę cała wymazać się mango, papają czy kanaryjskim bananem.

8. Sceptycznie nastawieni znajomi… mówiliście, że będzie problem z pieluszkami i akcesoriami dla dzieci… Absurd! Przecież wszędzie na świecie rodzą się dzieci, siusiają, kapią się i chodzą ubrane. Zaopatrzenie się we wszystkie akcesoria bobasowe było niezmiernie proste.

9. Przerażać może liczba bagaży, jakie musimy ze sobą zabrać. Fakt, że walizkę mam trochę większą niż zazwyczaj, do tego dochodzi wózek i sprzęt do miksowania posiłków (powoli i ten staje się zbędny). Jednakże, dla chcącego nic trudnego. Pozytywne nastawienie to klucz. Przecież wszystko i tak transportuje samolot, a wyjmując dwie swoje sukienki i parę butów, mieścimy się w wymaganych 20 kilogramach. Dziecko dodatkowo ma przysługujące 5 kg bagażu podręcznego w większości linii lotniczych. Zamiast wózka można także wziąć chustę (dzięki Aga G. za doradztwo i zarażenie chustomaniactwem!).

10. Ostatnie i najważniejsze, czas spędzony na wyłącznym odpoczynku z rodziną jest bezcenny. Maluch od razu wyczuje, że jest inaczej niż w domku. Dłuższe spanie, wspólne śniadania, spacery, zabawa do samego wieczora, kąpiele w basenie (N. należy do grupy Water Babies, gdzie uczy się pływać i nurkować), zwiedzanie miasteczek, parków i oglądanie egzotycznych zwierzaków z mamą i tatą to niesamowita radocha i odstępstwo od domowej rutyny. Wspólne podróże zacieśniają relacje i budują więź między ludźmi, której nie da się wykształcić w innych warunkach.

img_0499

Wiadomo, że wakacje z maluchem wymagają więcej cierpliwości, poświęcenia i wyrzeczeń ze strony rodziców. Jednak są to tak niezwykłe chwile, że nie żałuje się ani minuty (najlepsze są karmienia piersią na mieście). Dziecko chłonie wszystko co dookoła, kolory kwiatów, zapach nowych potraw, smak owocu innego niż z angielskiego supermarketu. Jak widzi dzieci bawiące się na plaży to aż podskakuje. Obserwuje otoczenie przenikliwie i z niezwykłym zaciekawieniem, a nawet uśmiecha od ucha do ucha do hiszpańskich babć i dziadków, którzy zatrzymują się, głaskają, błogosławią i rozpływają się nad wielkimi oczami N. (po mamie).

W ciągu ośmiu miesięcy życia N. przeżyła sześć lotów bez większych problemów. Dlatego też, droga Koleżanko i Kolego, zabiorę swoje dziecko na koniec świata i z powrotem jeśli tylko starczy nam funduszy, bo ważniejsze jest BYĆ od MIEĆ. Nauka tego jest celem mojego rodzicielstwa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s