Wyzwanie: „Nowa Jadłonomia” Marty Dymek – 3 przepisy!

Uwaga! Uwaga!

Nowy projekt wyrwał z kopyta, niczym Zbyszko z Bogdańca za Danuśką!

Ile razy zastanawiałeś się, czy dana książka kucharska jest w ogóle warta zakupu? Kto kupuje je jeśli w internecie jest tyle przepisów, które nie dość, że są łatwo dostępne, to jeszcze można wyszukiwać je po składnikach, jakie akurat mamy w lodówce. Wydaje się, że gromadzenie tej zbędnej makulatury, na dodatek za grube pieniądze, to szczyt głupoty. Otóż, nic bardziej mylnego. Chcę udowodnić, że kupowanie książek o tematyce gotowania lub tych nastawionych na artykułowanie zdrowego stylu życia jest pomocne. W czym? W tym, żebyś mógł przyzwyczaić się do celebrowania potraw, dostrzeżenia ich wykwintności nawet w prostocie przygotowania i poczucia wyjątkowości chwili gotowania z Kimś, kto być może odkrył Twój ulubiony smak. Dodatkowo gotowanie z książki to planowanie zakupów, a co za tym idzie, dokładny dobór jakości żywienia i świadomy wybór tego, co je nasza rodzina. Jednak nie każda książka jest warta zakupu. Razem ze mną (o ile mi zaufasz) ocenimy kolejne pozycje warte lub nie posiadania ich w swojej kuchennej biblioteczce.

Dziś na warsztat wrzucam bardzo w Polsce popularną wśród wegan twórczość Pani Marty Dymek, pt. „Nowa Jadłonomia. Roślinne przepisy z całego świata”. Niestety ugotowanie każdego dania z książki zajęłoby mi dość dużo czasu, ponieważ Pani Marta nie żałuje nam swojej wiedzy i trochę przepisów zamieściła. Postanowiłam więc, że przy każdej pozycji książkowej będę losowo wybierać 3 przepisy z różnych rozdziałów i na tej podstawie subiektywnie oceniać czy smakuje, czy wygląda jak na zdjęciu, czy łatwo jest określone danie przygotować i czy składniki nie są dostępne tylko poza orbitą…

Z „Jadłonomii” gotowałam:

58551729_432963467273322_3602180683084070912_n

1. Jabłkową ryżankę garam masala – bardzo smaczna wersja ryżu na śniadanie. Ryż, którego użyłam chyba nie był tak lepki jak u autorki, bo finalnie potrawa wygląda trochę inaczej. Dodatkowo mój wchłonął przyprawę i przejął jej kolor. Garam masalę można łatwo dostać w większości supermarketów. Pani Marta D. proponuje surowe jabłuszko, jako owocowy dodatek do śniadania, do czego podeszłam sceptycznie. Surowe jabłko jest dość intensywne na delikatne żołądki w porównaniu do pieczonego lub gotowanego na parze. Jednak do tego przepisu super pasuje zimne jabłuszko, które jest kontrastem do rozgrzewającej przyprawy. Na pewno po przepis sięgnę jeszcze nie raz.

2. Orecchiette z rzodkiewką i czosnkiem – makaron ze smażonymi warzywami. Makaron, którego nazwa znaczy nic innego, jak to do czego jest podobny, a mianowicie „małe uszy”. Uszka są cienkie w środku, a grubsze na zewnątrz. Sięgając do korzeni produkcji dowiedziałam się, że oryginalnie jest pomysłem francuskim, mimo że na świecie uważany jest za włoski. Gotować trzeba go dość długo, właśnie ze względu na więcej ciasta po na bokach. Bardzo fajnie komponuje się z drobno krojonymi warzywami, które zagnieżdżają się w uszkowatych zagłębieniach. Jedynym minusem jest to, że bardzo ciężko, nawet w UK, było mi go dostać. Nie można go kupić w popularnych supermarketach, ani w sklepach z orientalną i ekologiczną żywnością. Znalazłam go w TK Maxx, gdzie często udaje mi się zaopatrzyć w ciekawe octy, oleje, makarony czy herbaty. Z warzyw natomiast zaskoczyła mnie smażona rzodkiewka, którą jadłam pierwszy raz w życiu i bardzo mi smakowała. Autorka do dania sugeruje dodać liście rzodkiewki, ale może skuszę się na to kiedy wyrośnie nasza rzodkiew na działce, ponieważ taka ze sklepu jest pryskana chemikaliami i najwięcej osadza się właśnie na natce. Prawdopodobnie przez brak owej zieleniny na zdjęciu potrawa wygląda trochę inaczej (dodałam więcej pietruszki niż w przepisie). Powiem, że było smaczne, aczkolwiek szału nie ma. Dla nas jedzących mało mięsa danie całkiem przyzwoite, czegoś jednak brakowało.

3. Babkę pomidorową – ciasto z szafranem. Zupełnie nie przypadło do gustu moim domownikom. Nie odstraszyła ich obecność pomidorów w deserze, tylko jedna z najdroższych przypraw na świecie – szafran. Stawiałam na zachwyt, że taki wykwintny wypiek, a tu ZONK. Nikt nie chciał jeść, twierdząc, że pachnie jak płyn do mycia podłogi… Ja zjadłam ze smakiem, nie było złe. Nie czuć pomidora, a całość jest delikatnie słodka. Co różni się na zdjęciach? W przepisie autorka radzi ciasto oprószyć cukrem pudrem, sama natomiast do zdjęcia polała je lukrem.

Kryterium oceny podzieliłam na:

  1. Cenę – od około 28 zł do 70 zł, w zależności od wydania i promocji. Wersja, którą posiadam jest w twardej oprawie i ma 288 stron +
  2. Dostępność w księgarni – bardzo łatwo dostępna
  3. Dokładność przepisu – dokładne +
  4. Ilość przepisów – ponad setka 
  5. Dostępność składników – niestety nie wszystko jest łatwo dostępne. W przypadku tych przepisów największy problem miałam z zakupem makaronu, ale obejrzawszy inne przepisy, widziałam, że mógłby być problem także przy nich
  6. Zdjęcie tożsame z rzeczywistością – nie do końca, widać nawet na załączonych zdjęciach, że nie wszystko wygląda tak samo. Nie jest to kwestią tego, że „coś nie wyszło”, ale wydaje mi się, że w niektórych przepisach jest podana mniejsza ilość składników niż użyta do zrobienia zdjęcia do książki
  7. Ogólne wrażenie wizualne – bardzo ładnie wydana książka, tak jak lubię, czyli kolorowo i ze zdjęciami każdej potrawy +
  8. Zakres tematyczny – „dla wegan i nie tylko”, jak reklamuje autorka, aczkolwiek na pewno nie dla wszystkich. Mięsożerca nie pokusi się o zakup. Tak więc i + i
  9. Słowo od autora – Pani Marta D. bardzo ładnie wprowadza nas w swój świat, opowiada o podróżach i dodaje opisy do swoich przepisów. Opisy, które uczą, a czasem bawią. Kciuk w górę! +
  10. Degustacja – i tu był dylemat, bo co osoba, to inny smak i gust, a o nich się nie dyskutuje. Ogólnie bardzo fajne rozwiązania, nowe połączenia, których nie znałam (np. smażona rzodkiewka). Testował także B., ryżankę ocenił pozytywnie, makaron neutralnie, a babki nawet nie chciał tknąć (zapach szafranu mu nie odpowiada), więc jego opinia dała tyle co nic. Moja opinia na podstawie trzech reprezentacyjnych dań: +

OGÓLNA OCENA: 7.5/10

Przepisów autorki nie zamieszczam, ale pożyczę książkę jeśli będziesz chciał spróbować coś ugotować z Martą Dymek. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s