Walia – PN Brecon Beacons

Za górami, za lasami jest kraina mlekiem i miodem płynąca. Oddalona o miliony mil od wszystkiego co znane. Kraina, w której syn każdego ranka idzie wyprowadzić na łąkę owce, ojciec szykuje się na spotkanie z kolegami górnikami, matka smaży jajko, kiełbaski i pomidora, a córka wiesza pachnącą świeżością pościel letników. …. No dobra, trochę przesadziłam! Ale jak jest się podróżującym po Walii, który oderwał się od warszawskiego smogu, to uwierzcie proszę, że wyobraźnia sama podtyka pomysł na scenariusz do sielankowego filmu. A oto zobaczcie sami pierwsze zdjęcie, na którym widać, że zrelaksowane są nawet owce, które pozują każdemu gościowi.

DSCN7894

Trochę faktów! Nasza sąsiadka – Walia (z walijskiego – Cymru) stanowi część Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Obejmuje ona południowo-zachodnią część wyspy Wielkiej Brytanii oraz przybrzeżne wyspy na Morzu Irlandzkim. Jest bliską sąsiadką Anglii, a jeszcze bliższą miasteczka, w którym mieszkam obecnie. Wiele się słyszy na temat ogólnej niechęci Walijczyków do innych mieszkańców UK, ale trudno się temu dziwić. Historia Walii to jedna wielka „okupacja”, od Celtów, przez Rzymian, Jutów, Anglów, aż po Sasów. Najbardziej znienawidzony był normandzki przywódca, Wilhelm Zdobywca, który na tym terenie wyrządził nieodwracalne szkody. Walię i Anglię zjednoczył dopiero jeden z potomków dynastii Tudorów, w którego krwi płynęła domieszka walijskiej. Tak oto, dzięki Henrykowi VIII, Walia pojednała się z Anglią. Jednak chyba tylko w teorii. Niestety długo cymrusowie musieli czekać na autonomię i chociażby prawo do własnego parlamentu, bo aż do 1999 r.! Ja na szczęście spotkałam się z samą serdecznością, pysznym jedzeniem i co uwielbiam najbardziej, dzikością krajobrazu.

DSC_6829

Poruszanie się po Walii jest niezwykle uciążliwe. Walijczycy porozumiewają się formą języka angielskiego, której do końca nie daje się zrozumieć. Mają swój własny język, walijski, który słychać na ulicy, w radio w aucie, widać na znakach drogowych i #!$&*% nic nie można z tego zrozumieć. Zobaczycie sami, jak zacznę wymieniać nazwy wodospadów, które pojechaliśmy oglądać. Język ten wywodzi się z grupy celtyckich i obecnie posługuje się nim około 600 tyś. Walijczyków. Nie zaskoczyło nas też to, że babcia, prowadząca B&B, w którym nocowaliśmy, oglądała walijską telewizję (sama jest szkotką). Opowiadała nam, że dzieci od 16 roku życia mają obowiązek szkolny nauki rodowego języka. To jest dopiero lokalny patriotyzm! Wracając do tematu… gdyby nie GPS, korzystając z samej mapy chyba byśmy nie dotarli do celu.

DSC_6864

Park Narodowy Brecon Beacon! Z Bristolu dojechaliśmy w około 2,5 godziny, w dobrych warunkach atmosferycznych (trochę padało). My, Polacy, o parku wiemy niewiele, gdyż Polonia zapuszczająca się na tereny walijskie, zazwyczaj wybiera górską Snowdonię. Z kolei ja, chcę namówić wszystkich na zwiedzanie niesztampowych miejsc. W dobrą pogodę w Snowdonii można zobaczyć tłumy, a w Brecon Beacon – tylko nas :). Są tego plusy i minusy, ale o tym później. Wiedzcie jedno, sceneria jest na tyle romantyczna, że można się w sobie zakochać od nowa. W sobie, albo w nim, albo w niej, jak chcecie. Jest dziko, jest moc!

DSC_6716

Park charakteryzuje się głównie łąkami i wrzosowiskami (sceneria rodem z „Wichrowych wzgórz”), ale nigdzie w Walii nie znajdziecie tak pięknych wodospadów, jak wzdłuż koryta rzeki Neath. Na wyprawę udaliśmy się wcześnie rano, około godziny 6:00, w pełni wyposażeni (buty trekkingowe, kalosze w plecaku, kurtki typu softshell – koniecznie nieprzemakalne, spodnie i skarpety na zmianę; ogólnie ubrani na cebulkę). Ze względu na to, że wycieczka była przewidziana od świtu do zmierzchu mieliśmy także termosy z kawą i herbatą oraz prowiant na cały dzień. W parku nie ma schronisk, pensjonatów itd., dlatego też trzeba się odpowiednio przygotować.

DSC_6739DSC_6743

Pierwszy etap był tym najtrudniejszym. Zostawiliśmy auto na parkingu Pont Melin Fach. Planowaliśmy zejść wzdłuż rzeki, gdzie chcieliśmy zrobić najwięcej zdjęć wodospadom o nazwie Horseshoe Falls (podkowa). Później w planie była przeprawa w kaloszach przez Neath, a potem zamierzaliśmy zmienić front na odłam rzeki Afon Pyrddin, żeby zobaczyć wodospad Sgwd Gwladys.

DSC_6817

Jeśli ktoś z Was powie mi, że nie nadaje się na takie wycieczki, bo nie lubi dużo chodzić, albo ma dzieci, to będę się głośno śmiać. A to dlatego, że chociaż turystów było malutko, to na naszej drodze spotkaliśmy angielskie małżeństwo z trójką dzieci, z czego najmłodsze miało może ze cztery lata. Potrzebowało asekuracji tylko przy przejściu przez rzekę, ale nic poza tym. Zaopatrzone w kijek, radziło sobie świetnie! Pogratulować rodzicom takiego zaangażowania i krzewienia już od najmłodszych lat świadomości podróżowania – nie tylko nad morze do Weymouth, plażę w West Bay, czy klify w Portland, ale w ekstremalne (jak dla dzieci) tereny.

DSC_6814

Wszystko nam się udało bez większych przygód, jednak z przeszkodami. Wody nie było dużo, więc kalosze do kolan w zupełności się sprawdziły, jednak problemem okazały się omszałe konary wystające z wody, przez które parę razy nalało się do buta. Warto byłoby też mieć kijki trekkingowe, o których zupełnie zapomnieliśmy! A tak wyglądało to co zastaliśmy u kresu wędrówki:

DSC_6807

Z kolei droga powrotna, kiedy już nie było mowy o elemencie zaskoczenia okazała się miłym spacerkiem, który de facto zajął nam około 2 godzin. Całą trasę prawie 7 kilometrów pokonaliśmy w 5 godzin. Oczywiście z wieloma, ale to naprawdę wieloma, długimi przystankami na fotki. Ja, siedząc i kontemplując głośno znaczenie naszego życia, Bartek stojąc po kolana w wodzie i robiąc zdjęcia, oboje mieliśmy jeden z najbardziej relaksujących momentów w życiu. Czy dla takiego widoku nie warto rzucić w diabły korporacyjnej zadyszki i przyjechać po głęboki oddech? Dodam, że za ten wodospad można było wejść.

DSC_6780

Powróciwszy na parking, przejechaliśmy autem dosłownie parę kilometrów na drugi odłam rzeki, aby eksplorować słynne w okolicy „4 wodospady”. Pierwszy z nich o nazwie Sgwd Clun-gwyn ma bardzo łatwy dostęp, zaraz na początku trasy, przy samym moście. Niestety po tym co widzieliśmy nie robił na nas wrażenia. Nawet na tyle, żeby zrobić chociaż jedno zdjęcie. Za to sama trasa do pozostałych wodospadów była jak z bajki.

DSC_6857

Sgwd yr Pannwr, drugi wodospad to kaskadowo płynąca woda, dzięki której roślinność prezentuje się tu najlepiej. Paprocie, mchy i porosty jak z „Legendy” z Tomem Cruise’m, filmu uwielbianego przeze mnie jako dziecko. Opadające liście z drzew dodawały uroku jesiennej scenerii. I mimo październikowego popołudnia nie czuliśmy ziąbu, ani znanej w UK przenikliwej wilgoci. Najwięcej wody jest na wiosnę (co oczywiste), ale my także nie mogliśmy narzekać.

DSC_6862

Trzeci z kolei jest moim ulubieńcem. Umieściłam Sgwd Isaf Clwn-gwyn jako zdjęcie tytułowe całego wpisu. Czyż nie robi wrażenia? Macie go cały czas po lewej stronie (tablety na górze), a ja mam go ciągle w pamięci. Wielkie wow – gratulacje Matko Naturo! Ostatni jest Sgwd yr Eira. Nie łatwo się tam dostać. Jest mokro i ślisko, a bez butów trekkingowych dojście staje się niebezpieczne. Widokowo zachwyca wielką taflą wody spływającą z naprawdę wysoka.

DSC_6833

Z drogą powrotną wiąże się pewna niemiła dla mnie historia. W tej chwili wrócę do wspomnianych minusów bycia na szlaku samemu. Były łzy i rozpacz, gdyż wracaliśmy tylko i wyłącznie oświetlani blaskiem księżyca i telefonem komórkowym. Robiąc zdjęcia i perorując nad pięknem świata jaki nas otacza (achy i ochy), straciliśmy poczucie czasu. Ściemniło się, a droga stała się dla nas niewidoczna. Szlak co prawda za dnia wydaje się błahostką do pokonania, jednak po zmroku bardzo łatwo jest z niego zejść, co też nieświadomie uczyniliśmy. Co raz zaczepialiśmy się o konary wystających drzew. Słyszałam zbliżające się uderzanie wody o skały i przeraziłam się! Wizja tego, że spadamy w przepaść pojawiła sie w mojej glowie, jak objawienie matce Faustynie. Na szczęście gdzieś w oddali słychać było czyjeś głosy, podążyliśmy w tym kierunku i udało nam się wyjść jako przedostatni turyści – nasze auto czekało na nas samotnie. Ale nie ma tego złego, przygoda była! Drugiego dnia pełni sił i wigoru ruszyliśmy na podbój w głąb parku, bogaci o doświadczenie i pełni pokory.

DSC_6845

Brecon Beacon Park to nie tylko wodospady i łąki. Wiele szlaków prowadzi do szczytów, które nie tak łatwo zdobyć. Szczególnie, że tam bardzo wieje – w końcu nie ma żadnych większych obszarów leśnych, tylko przestrzeń… Szlak wygląda, np. tak jak na zdjęciu poniżej.

DSC_6875

Jeśli nadal Was nie przekonałam wodospadami, to może Czarna Góra zrobi swoje. Ciekawostką jest to, że nazwa parku, a dokładnie słowo „beacon”, Walijczycy rozumieją jako „światło rozpalane dla przekazania informacji”. Takie ogniska na szczytach górskich rozpalano w filmie „Władca Pierścieni”, kiedy to Gondor wzywał Rohan na pomoc do obrony przed orkami. Pamiętacie nazwę Beacons of Minas Tirith? Właśnie! Na Czarnej Górze też rozpalano ogniska w czasie nieprzyjacielskich podbojów. Zdjęcie zrobione ze szczytu:

DSC_6893

Ilekroć zamierzam już skończyć swoją wylewkę informacji, która ma odcisnąć piętno w czyimś umyśle i być fundamentem podróżniczym, to przypomina mi się coś jeszcze ważnego, czego nie napisałam. Dziś jednak napisałam tyle, ile potrzebujecie wiedzieć, całą resztę musicie odkryć sami! Ostatnie info – jadąc z Bristolu do Walii mijamy po drodze wytwórnię whisky Penderyn – polecam.

DSCN8363

2 komentarze Dodaj własny

  1. Elwira pisze:

    Piekne zdjęcia! Piękne wodospady! Polecam tez zobaczenie Wodospadu Niagara, zapiera dech w piersiach. Jest nie co inny niż te które widzieliście ale trzeba zobaczyć te sile i potęgę natury.

    Polubienie

    1. Niagara jest ogromna, musi robić wrażenie. Woda to potęga 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s